Najnowsze Wpisy

tocowracamdodomud Komentarze (0)
22. marca 2009 17:18:00
linkologia.pl spis.pl

Pierwsza myśl, jaka nasuwała się zaraz po wejściu do szkoły o 7.00, to: szkoła wymarła. Takie odnosiło się wrażenie; ludzi zbytnio nie widać, cicho... Wiem, że nie wszyscy zaczynają tak wcześnie, ale normalnie więcej było klas, właśnie IV. A dziś nie musieli się tak zrywać. W końcu to ostatni dzień, Ich dzień, więc mają ten przywilej. ;))) Pożegnanie zaczynało się dopiero o 11.40 - szkoda, że nasza klasa nie brała w nim udziału... :( Też chciałabym Ich pożegnać. ;))) A raczej w ogóle nie chciałabym Ich żegnać... Widziałam tylko niektórych IV-klasistów, oczywiście w garniturach. :))) Heh... Wiem, że zobaczę Ich jeszcze, bo przecież matury czekają, więc się pojawią. I może za rok odwiedzą Swoją szkołę... :)))

Jeszcze wczoraj przenieśliśmy sprawdzian z historii, bo była dyskoteka. Inna sprawa, że z naszej klasy niewiele osób na nią poszło. :P Była też poprawa z chemii, tylko prof. najpierw nam dała zadania z materiału, którego jeszcze nie mieliśmy. Na naszą prośbę raczył nam je zmienić, ale były to zadania tylko na 4. Wprawdzie potem znalazła i na 5 (choć nie wiem czy nie było tylko dla 1 osoby), ale kazała nam już pisać to, co mamy. Chyba nie będzie to zbytnia poprawa, bo razem z innymi osobami byłam w grupie, gdzie żadne z nas nie wiedziało jak zrobić to zadanie (zresztą nie dotyczyło ono ściśle naszego materiału). Jedyna pocieszająca rzecz to to, że 1 nie da się na gorzej poprawić. ;)))

I na koniec tego dnia w szkole, kiedy wracałyśmy do domu, to coś mnie zaskoczyło 'trochę'. Hehe :D Potem to tylko śmiać mi się chciało, jak sobie przypomniałam i zresztą nadal, gdy pomyślę sobie o tym, to się uśmiecham. :))) Nie wiem... ;)))

Ładna pogoda, a ja znowu sobie jadę... :D

Cholito (14:30)

1 komentarz


29 kwietnia 2004
Lekcje i UE :P

Ciekawie wyglądała dzisiejsza poprawa z chemii. Na j.niem. poszliśmy, bo na angliku była kartkówka i zresztą jak potem się okazało prof. raczej nie życzy sobie, by na jej lekcji poprawiać coś z innych przedmiotów. Chodziło o to, że był praktykant, a jak od nas poszli na tą chemię, to z 5 osób zostało w grupie. A poprawa wyglądała tak: przyszło ok. 40 osób (z różnych klas), a prof. wychodzi i mówi, że 1 miejsce jest wolne! To my w śmiech. :P W ten oto sposób będziemy znowu iść jutro, tylko czy nam się uda? Właściwie to można było przewidzieć taki koniec, bo jak wszystkim podaje ten sam termin, a na dodatek ma z jakąś klasą normalną lekcję, to nic dziwnego... Ale czy nie mogłaby wyznaczyć normalnego terminu, aby każdy mógł przyjść? Część osób od nas wróciło na j.niem. (i tak nie mieliśmy żadnych książek itp. :P), a reszta się nie pojawiła. Przez pół lekcji prof. zatsanawiała się, gdzie przełożyć j.niem., żeby plan się zgadzał, a przy okazji to i jej nie pasowało przychodzić w poniedziałek na 7.10. Ostatecznie nic co wymyśliła, nie było możliwe i dopiero wychowawczyni zaniosła nasz podział godzin tym, którzy to układali i zmienili nam. 

Po tych całych 2 lekcach były konkursy związane z UE, występy i zawody sportowe, bo Dzień Sportu był przeniesiony aż na dziś i połączony razem z Klubem Europejskim. My mieliśmy uczestniczyć w konkursie na logo Klubu Europejskiego lub oglądać mecz siatkówki. A że początkowo nikt nie wiedział, gdzie ma być ten jakiś konkurs, to część klasy poszła do auli na występ, niektórzy do domu, inni chyba na salę, a pozostali jak np. my z koleżanką i kilkoma kolegami trafiliśmy tam, gdzie trzeba było. ;))) Tzn. powiedzieliśmy tym, co spotkaliśmy, gdzie mają być, ale i tak przez ten czas klasa zdążyła się porozchodzić. Na tym konkursie to wiele osób nie było, więc robiliśmy im za sztuczny tłok, hehe! Niby dali nam kartki na robienie tych log, ale ja i tak nic nie robiłam. :P Za to kolega wymyślił fajny, "rewolucyjny pomysł" i wykazał się zdolnościami manualnymi. ;))) 3 innych kolegów też się starało, ale i tak nie wygrali. Po skończeniu występu, na którym była część klasy zastanawialiśmy się, co robić, bo jeszcze był czas, jaki mieliśmy odsiedzieć w szkole, a nikomu się oczywiście nie chciało. :P W końcu poszliśmy do wychowawczyni i powiedzieliśmy, że na sali nie ma miejsca, więc pozwoliła nam iść. I tak w południe byłyśmy już w domu. :)))

Pomimo że rano popadało i było pochmurno, to później jednak się wypogodziło i wyszło słonko. Wiem, bo byłam na spacerze wtedy z psem. ;))) Nachodziłam się trochę tam i z powrotem tak, że trochę mi już w głowę przygrzewało, a może nawet ona mi się przegrzała. :P Ale pozbyłam się za to złego nastroju - jak się z godzinę pochodzi, to się człowiek uspokaja. Tylko, że i tak to pewnie wróci i znowu będzie jak przez ostatnie dni...

Ojciec Marek jedzie dziś do Gorlic razem ze studentami i będą chodzić po górach. :))) Wraca dopiero 10 maja. Trochę czasu trzeba będzie więc poczekać, ale to nic. Ostatnio sobie nawet z nim porozmawiałyśmy (dziś też :D), a jak coś, to zwykle nam wysyła parę słów na gg. Zresztą te ok. 10 dni, to przecież nie tak dużo... ;)))

Cholito (22:25)
Skomentuj :)

28 kwietnia 2004
Moja przyszłość = ?

Kiedy się nie ma wielu zadań czy nauki, to niby można porobić coś z myślą o przyszłości, a jednak ten czas wolny woli się wykorzystać bardziej na odpoczynek czy po prostu obijanie się. ;))) W sumie ten tydzień jest dość luźny, choć są kartkówki i nawet sprawdzian z historii - chyba że przełożymy... Tzn. niektórzy nie chcą, bo wystarczy, że napiszą ściągi itd. Ale historia nie jest taka straszna czy trudna, przynajmniej nie u nas. :)))

Dziś znowu ćwiczyłyśmy z Albertem. :P Tak się nazywa ta piłka, tj. tak jest na niej napisane, jak dziś zauważyłam, hehe! Hmm... Więc wygląda na to, że to chłopak. :P Tak w ogóle to kończyliśmy dziś 2 godz. wcześniej, bo konferencja czy coś takiego było. Zatem z 3 lekcji z wychowawczynią mieliśmy tylko 1 i to godz. wych., na której mówiliśmy o wyborze przyszłej szkoły. W tym celu była zaproszona pani pedagog, aby nam coś doradzić w związku z tą decyzją, zwrócić uwagę na pewne kwestie przydatne przy dalszej drodze itp. :))) Zatem mam nad czym się zastanawiać przez najbliższy czas, o ile go będę mieć na tyle. Właściwie to i wcześniej mogłam już myśleć i myślałam (wow! co za niespotykane zjawisko :P), ale co z tego jak do niczego konkretnego nie doszłam. Może tylko do tego, że nadal nie wiem - jak zwykle. ;))) Czy to się zmieni? Też nie wiem. Być może pomoże mi w tym test, jaki mamy od pani pedagog, z którego to ma wynikać jakie mamy predyspozycje. Ciekawe co wyjdzie...? :))) Ale najpierw trzeba go zrobić, a wcześniej mieć czas, by spokojnie usiąść i się zastanowić nad odpowiedziami.

Poza tym jest nowy plan lekcji, który zresztą my dostałyśmy, by przekazać reszcie, jako odpowiedzialne osoby. ;))) Tylko że znowu są problemy z tym podziałem, bo z infy są 3 grupy, a np. z j.ang. 2 i potem są sprzeczności, a raczej niemożliwe jest uczestniczenie wszystkich osób na danej lekcji. Za każdym razem osoba układająca plan nie zauważa i nie bierze tego pod uwagę.

 

"Everytime I try to fly I fall without my wings... I feel so small..."

 

Britney Spears "Everytime"

Cholito (21:30)
2 komentarze

27 kwietnia 2004
Pomarańczka :P

Dziś jest już lepiej. Widać zdrowieję, choć chora nie byłam (przynajmniej jak tak tego nie nazwę). :P W każdym razie głowa mnie już nie boli, co nie zmieniało we wczorajszym dniu faktu, że trzeba było robić to, co trzeba było. ;)))

Wcześniej miałam ambitne plany, że z polaka wszystko tak ładnie się wyuczę itd., a skończyło się na tym oczywiście, że w szkole na przerwach czytałam zeszyt. :P W sumie to dużo pamiętałam sama, bo i notatkę układałam, więc nie było problemu na kartkówce, którą nam prof. zrobiła, co wcale nie było wielkim zaskoczeniem - skoro w piątek nie pisaliśmy, to dziś. Pytania w sumie były te same, tylko inaczej sformułowane; zresztą wiadome było, o co może spytać.

Fajny miałyśmy też wf, na którym poszłyśmy na małą salę. Robiłyśmy ćwiczenia z piłkami (takimi dużymi i pomarańczowymi jak pomarańczka :P), skakałyśmy na nich tak, że niezły ubaw mieli grający na zewnątrz w śledzia IV-klasiści, m.in. Ben. :D Bo oczywiście było widać, jak skaczemy i machamy rękami. Trochę nas wyszydzili, naśladując nasze ćwiczenia, hehe! Ale przynajmniej i my mogłyśmy się również z tego pośmiać, a przy okazji poobserwować trochę jak sobie grają. ;)))

Ktoś kiedyś napisał mi, że nie muszę udawać taką twardą... Racja. Ja po prostu muszę być twarda!

Cholito (20:05)
2 komentarze

26 kwietnia 2004
Tak to jest...

Siostra poszła sama z psem, a ja zostałam ze wzg. na mój stan. W ogóle to siostra wymyśliła, że dziś nie pójdę do szkoły, bo jestem 'chora' (to chyba za duże słowo). :P Oczywiście poszłam, bo jakby inaczej (poza tym to ostatni tydzień z IV klasami). W końcu z katarem da się przeżyć, bolącym (od czasu do czasu) gardłem też. Dobrze jednak, że tylko 6 lekcji było, bo siedzenie przez wszystkie lekcje z chusteczką nie należy do najwygodniejszych i najprzyjemniejszych. :P Teraz też trochę katar przeszkadza w pisaniu, ale cóż poradzić... Jest jeden plus: nie czuję spalin czy innych niemiłych zapachów. ;))) Hehe

Najchętniej to bym się chyba położyła i byłby spokój (tak mi się wydaje), ale przecież na jutro jest co robić: z polaka się nauczyć i na chemię, by poprawić. Tak to jest...

Cholito (14:14)
Skomentuj :)

25 kwietnia 2004
Weekend na wsi ;)))

Pogoda była podobna do tej z ubiegłego tygodnia, tylko w piątek było cieplej niż poprzednio. :))) W sobotę znowu padało (lub kropiło na przemian), choć nie od samego rana. Nam to nawet nie przeszkadzało i przenosiłyśmy pomimo takiej aury gałęzie, aby zrobić miejsce i tatuś mógł tam pokosic trawę, bo taki miał zamiar. Właściwie to na planach się skończyło, bo ciągle padało, więc było mokro. Ale my i tak wszystko poprzekładałyśmy pod drzewo - będzie na następny raz, czyli za tydzień. ;))) Również z powodu pogody pół godziny wcześniej przywieźli nam płyty z Kobylan, bo widać było, że zaraz może zacząć padać. My miałyśmy niby pomóc nosić je, lecz nie byłyśmy potrzebne, gdyż przyjechało 3 facetów, więc sobie sami poradzili. Wprawdzie powoli zaczynało kropić, ale sprawnie im poszło i się uwinęli. Tylko 15 płyt muszą jeszcze dowieźć, bo na deszcz już nie chcieli wynosić, by nie zmokły. Te płyty 'trochę' ważą - wiem, bo potem wszyscy musieli je przytrzymywać, a właściwie ich część (wszystkich było 59). Gdybyśmy to sami musieli nosić, to - jak zauważył tatuś - do wieczora by nam to zeszło. :P

W piątek noc była pogodna, to można było zobaczyć księżyc i gwiazdy. ;))) Miałyśmy zamiar jeszcze potem przyjść, jak będzie zupełnie ciemno, ale jednak chęć spania zwyciężyła i się położyłyśmy do łóżka, choć chciałyśmy niby coś porobić z zadań itp. A następnej nocy, to nic nie można było pooglądać, bo były chmury i wszystko zasłaniały. I w sobotę z kolei siedziałyśmy ile się dało, zanim poszłyśmy spać. :P

Dziś po kościele wracaliśmy do Rzeszowa (tym razem ogłoszenia były krótsze). Przed wyjazdem nazrywałyśmy stokrotek, żółtych (choć tych było mało) i fioletowych kwiatków, które teraz stoją sobie w pokoju. :))) Sama jazda była spokojna, nie licząc np. kierowcy, który nie raczył zjechać na prawy pas lub zapomniał włączyć kierunkowskazu - w sumie dość często spotykane. Dziś jest ten Narodowy Test na Prawo Jazdy - ciekawe jak by im poszedł? A może lepiej nie wiedzieć... :P

Poza tym jestem chyba trochę przeziębiona...

Cholito (23:01)
1 komentarz

23 kwietnia 2004
Co to jest esej? :P

A jednak wystarczyło. :))) Właściwie to nawet nie musiałam się jakoś specjalnie niczym pocieszać, bo obudziłam się z dobrym humorem i raczej taki pozostał, mimo wszystko. W szkole lekcje dość szybko mijały, nawet te, które mnie nie ciekawiły i myślałam, że będzie gorzej.

Z polaka chciała nam zrobić niespodziankę: na drugiej lekcji wymyśliła, że będziemy pisać esej (nigdy nie pisaliśmy czegoś takiego) z "Nie-Boskiej komedii", z tego, co było na pierwszej lekcji. Chyba wynikało to z zachowania klasy (w sumie takie jak zawsze, ale nie twierdzę, że właściwe), choć ona mówiła, że to po to, byśmy sobie oceny popoprawiali. Szczerze mówiąc, pewnie nie dla każdego byłaby to okazja do zarobienia dobrej oceny, lecz na odwrót, bo niektórzy nie czytali i nie uważali na lekcji. Oczywiście zaraz zaczęliśmy się sprzeciwiać temu, bo dziś dzień bez pytania. Prof. uważała to jednak nie za pytanie, choć przecież ocena za to miała być, więc to jak kartkówka. Najpierw powiedziała, że na najbliższej lekcji, przez 45 minut będziemy pisać, ale wszyscy myśleli, że to dopiero we wtorek. Był pomysł, żebyśmy wszyscy poszli lub że po prostu nie będziemy pisać. Kilka osób wyszło nawet z sali na znak protestu (i pewnie dlatego, że nie umiało :P). Prof. napisała nam tematy, ale ostatecznie skończyło się tak, że nie pisaliśmy, bo kolega poszedł do wychowawczyni, a ona przekazała, by jednak polonistka przełożyła nam to na raz następny. Ta trochę nie była z tego zadowolona i zapowiedziała, że będzie nas pytać i byśmy nie oczekiwali z jej strony jakichś ulg. Ja i tak muszę się nauczyć, żeby sobie poprawić choć w ten sposób ocenę. Reszta lekcji minęła już spokojnie...

Niedługo będę jechać do Sulistrowej. Tatuś właśnie wrócił ze szkoły, więc trzeba będzie się zbierać. Tym razem jadę tylko z jedną siostrą. ;))) Swoją drogą poza nami (i rodzicami) nikt z reszty już tak nie przepada za wyjazdami i wolą zostawać. Ich strata... :)))

Cholito (16:20)
2 komentarze

22 kwietnia 2004
"Pozytywnie"

Chyba każdy powinien wiedzieć, że nie rozumiem, co kto pisze. Pewnie i nie zrozumię tego, co sama napisałam, gdy zacznę czytać. :P Tak, mała aluzja do testu z polaka... Może nie taka mała? Ale jest "pozytywnie", nawet z "+". Dopuszcza się jeszcze mnie do tego minimum, że coś-niecoś (niekoniecznie wiele - pewnie wręcz przeciwnie :P) rozumiem z tekstu czytanego. ;))) Nie mam zamiaru mówić o ocenie rodzicom, bo po co? Dobrze, że ostatnia wywiadówka już za nami. Wiem, że to nie koniec świata (tylko moja ocena się pewnie obniży na koniec roku...), ale jaki jest sens 'chwalenia' się taką oceną? I tak to już niczego nie zmieni. A ja nie mam zamiaru i nie chcę wysłuchiwać jakichś komentarzy itd. itp. Wystarczy mi moja świadomość...

Większość lekcji nieznośnie się dziś ciągnęła, a na niektórych to już szczególnie nie chciało się siedzieć i miałam dość wszystkiego. W przypadku 1 lekcji to za sprawą nauczycielki. Jakoś tak często drażni mnie jej zachowanie - na szczęście nie mamy tak często tego przedmiotu. :P

Jutro też się zapowiada siedzenie na lekcjach. Dobrze, że nie pytają itp., ale znowu to samo: trzeba będzie jakoś wytrzymywać do końca. Może pocieszę się myślą, że jutro po szkole jadę na wieś. ;))) Tylko czy to wystarczy, aby przeżyć normalnie dzień...?

Cholito (19:30)
Skomentuj :)

21 kwietnia 2004
Jeszcze mam czas ;)))

Dziś również praktycznie 0 stresu, zwłaszcza że sprawdzian z j.ang. (nie uważam jednak tego przedmiotu za tak stresujący :P) został przeniesiony (szkoda, że załatwiający to nie pofatygowali się, aby poinformować resztę osób) na... niby za tydzień, ale prof. doszła do wniosku i dziś nam powiedziała, że może przenieść tylko na jutro. Do wyboru mieliśmy też dzisiejszą drugą lekcję. Właściwie to ja nie chciałam pisać w czwartek, bo w tym dniu są takie lekcje, że... Więc po co dokładać jeszcze pisanie? Ale stało się. W sumie nie jest źle. My przez przypadek dowiedziałyśmy się, że nie ma sprawdzianu, a ja jeszcze wtedy nie zaczęłam się uczyć, więc wiele nie straciłam. Inni w sumie też, bo umieją i na jutro. ;)))

Na godz. wych. wychowawczyni mówiła nam o nowej i próbnej maturze, która powoli się zbliża. Do końca przyszłego tygodnia trzeba zdecydować czy się przystępuje do niej (oczywiście nie jest obowiązkowa) i jaki przedmiot się wybiera. Jak tak w którymś momencie zaczęłam sobie wyobrażać jak to będzie za rok, to koszmar... Dlatego właśnie wolę o tym nie myśleć. ;))) W sumie to kwestia nastawienia... Tylko że ja siebie nie widzę w przyszłości - może mnie nie będzie? :P Matura pisemna to i tak trochę mniejszy problem niż ustna. Ale czym się tu przejmować - przecież to dopiero za rok! :D Jeszcze mam czas na to wszystko... Tak przynajmniej mi się wydaje, a czy to coś zmieni, to inna sprawa.

Za oknem leci paralotnia, słońce zachodzi... :))) Ciekawe jakie to uczucie tak sobie lecieć? ;)))

Cholito (19:25)
4 komentarze

20 kwietnia 2004
Nowy plan...

Jaka ładna dziś pogoda! :D Tatuś pojechał sobie do Sulistrowej, aby coś zawieźć i zamówić płyty. Gdy my byliśmy, to nie było tak słonecznie i ciepło - niesprawiedliwe! :P Tylko jak wyjechaliśmy, to pogoda się polepszyła... Podejrzana sprawa... ;))) Ale na ten weekend pewnie znowu pojedziemy i ma być ładnie! Kropka. :P

W szkole spokój - z niczego nie pytali, choć niektórzy obawiając się tego, pospóźniali się na polski. :P A najgorsze dopiero przede mną, tj. czeka mnie w czwartek. Właściwie to może źle nie będzie, tzn. wiem, czego się spodziewać... (niczego, co mnie zadowoli :P)

Od maja zmieni się nam podział godzin, po odejściu klas IV. Jak na razie miałam okazję widzieć z siostrą przymiarkę naszego nowego planu lekcji, bo wychowawczyni przyniosła, żeby sprawdzić czy ilość godzin się zgadza itp. Okazało się, że zapomniano o jednej relgii. Jak tak można! ;))) I tak w ogóle to beznadziejny ten plan. Zawsze chyba ten drugi jest gorszy. W sumie ten początkowy też widać wymyślał ktoś bez wyobraźni, ale szczegół. :P Z czasem jednak trochę się pozmieniał i teraz mamy równomiernie ilość godzin rozłożoną, w poniedziałek i piątek wcześnie kończymy, co jest dobre, bo po weekendzie nigdy nie chce się tyle siedzieć w szkole, podobnie jak pod koniec tygodnia. Co do samych lekcji, to za dużo jest tych "gorszych" (takich, za którymi nie przepadam, a trzeba się uczyć), więc niemożliwe, aby się nie kumulowały w 1 dniu. Mam nadzieję, że ten nowy plan jeszcze zmienią, choć pewnie nie ma co na wiele liczyć...

A na koniec coś, co przysłał nam x.Lucjan! :)))

http://kni.prz.rzeszow.pl/~peu/likeu.swf

Cholito (20:15)
Skomentuj :)

19 kwietnia 2004
Mały ołóweczek :P

Tylko na j.niem. na dziś się uczyłam, a z reszty nic, bo po co. :P Niemca trzeba było, bo pytała, a że zawsze idzie po kolei, przynajmniej na początku, to nas zdąży zapytać. Czasem lepiej, czasem nie do końca, bo inni mogą sobie jeszcze powtórzyć itp. Ale takie już życie... Jednak dziś nie mam zamiaru narzekać, bo w końcu dostałyśmy (z siostrą) najwyższe oceny (jak na razie, z tych, co przepytała). :D Reszta to były 3 i niżej, choć nawet jedna 4 była jeszcze. Może byłaby to 5, ale prof. już chyba miała niezbyt humor, więc "gut". Może ta moja ocena to zasługa mojego ołówka...? Miał mi niby przynieść szczęście (był w kieszeni), jak powiedziała siostra, hehe! ;))) To zwykły ołówek, żaden specjalny, taki mały (4,5 cm - sama mierzyłam :D), ale może siła sugestii, podświadomości zadziałała?

A tak poważniej, bo w tamto aż tak nie wierzę, jakby się mogło wydawać, to po prostu się uczyłam. :))) Wstałam rano, czyli o 5.00 (jak się idzie na 7.10, to trzeba wcześnie wstawać :P) i douczałam się, i powtarzałam. Potem i tak za bardzo nie pamiętałam, ale od czego są lekcje i przerwy... ;))) Mimo że wstałam tak wcześnie, nawet dobry humor miałam. W szkole już jakoś trochę zaczęło go brakować, bo dobijała mnie myśl o niemcu, że tak się trzeba na niego uczyć, a potem i tak można wszystko zapomnieć, mieć pustkę albo po prostu zostać niesłusznie ocenionym - życie ucznia... :P Ale tak w ogóle to 2 rzeczy, które miały mnie pocieszać dziś, to: religia :D i wczesne kończenie lekcji. ;)))

Na jutro trzeba nastawić się na najgorsze (a może to jeszcze jutro nie nastąpi? ale na pewno wkrótce) i zachować spokój...

Wczoraj poszłam późno spać, bo rozmawiałam z o.Markiem (w końcu się pojawił :D) i z Kimś jeszcze. :))) Zresztą co innego mogłam robić w niedzielę tak późno? (uczyć się? :P) Czego się nie robi dla... ;))) Choć czasem zastanawiam się, jaki to ma sens...? Widocznie ma. ;)))

A wracając do o.Marka, to on uznał, że na pewno ktoś ma nas na oku. Hehe! No tak, co on może wiedzieć? ;))) Jednak mężów ani chłopaków nam nie chce poszukać, bo potem oni wypominaliby mu to przez całe życie, hehe! :D No może i prawda... :P To teraz już wiadomo dlaczego nie mam nikogo, hehehe! ;))) Ojciec to określił bardzo ładnie, jako że jesteśmy "uroczo stanowcze", a co się pod tym tak naprawdę kryje, to każdy wie. :P A może nikt?

 

"Sam możesz zdobyć wszystko

I nie czekaj na nieba cud

Los nie jest twoim sędzią

Sędzią będzie dla ciebie Bóg"

 

K.Kowalska "Możesz zdobyć wszystko"

Cholito (21:40)
Skomentuj :)

18 kwietnia 2004
Weekend :)))

Wróciłam po południu, tj. 15.00, bo byliśmy tam jeszcze w kościele na 11.00, a potem zanim się popakowało i porobiło to, co trzeba było, to trochę czasu minęło. ;))) W ogóle to 'fajnie' wyglądało jak kilka osób wyszło z kościoła w czasie ogłoszeń. Wcale się nie dziwię, bo ogłoszenia tam mają 'zabójcze'. :P Tzn. ksiądz zawsze się rozgaduje i powtarza 10 razy jedną rzecz. Dziś było podobnie, a że na dodatek od tego tygodnia obraz będzie 'chodzić' po rodzinach, to ksiądz musiał udzielić kilka wskazówek praktycznych. I mówi, że są takie 2 książki itd., tylko po co czyta to, co tam pisze? Czyżby uważał, że parafianie nie umieją czytać? :P

Kiedy jechaliśmy na wieś, to widzieliśmy jelonka, który zza krzaków wybiegł - fajnie sobie skakał. :))) Oczywiście nie była to żadna ruchliwa ulica. Poza tym po przyjeździe okazało się, że nasze hiacynty już przekwitły. :( Chciałyśmy zobaczyć, jak ładnie kwitną, a tu już po wszystkim. W Rzeszowie jeszcze kwitną, więc myślałyśmy, że tam też. Trzeba było przyjechać wcześniej. :P Może następnym razem zdołamy zobaczyć kwitnące hiacynty, jak również kwiatki, które teraz posadziła mamusia. ;)))

Wczoraj miałyśmy palić suche gałązki, ale było za mokro i tatuś doszedł do wniosku, że przecież można zrobić to przy ładniejszej pogodzie. Bo pogoda była jaka była. Nie ma co narzekać, choć mogłoby być ładniej. Wczoraj prawie cały czas sobie kropiło lub troszkę bedziej padało. Na dobrą sprawę to można było siedzieć i coś robić na 'polu', bo taki mały deszczyk to nie przeszkadzał. Dziś od czasu do czasu wyszło słonko, ale też nie dużo.

Po kościele poszłam z mamą i siostrą zrywać kwiatki. Wzięłyśmy oczywiście Sabcię, żeby miała spacerek. W końcu musi trzymać formę! :P Mama chciała, abyśmy wczoraj już to zrobiły, ale doszłyśmy do wniosku, że po co mają stać, skoro można w dniu wyjazu je zerwać, to zawsze będą dłużej żyć. ;))) Widziałyśmy, że niedaleko na łąkach rosną, ale na szczęście nie trzeba było chodzić po czyichś łąkach, bo rosły też z drugiej strony miedzy nad rzeczką. Widziałyśmy jaszczurkę, a właściwie to siostra i mama, bo ja nie zdążyłam jej zauważyć (może dlatego, że była zielona :P), bo uciekła. Pies też zobaczył, bo o mało, aby nie wpadł jeszcze za nią do rzeki. I uzbierałyśmy tyle żółtych pierwiosnków (czy jak to niektórzy nazywają kulczyków), że teraz stoją sobie w wazonie u nas, u siostry i w dużym pokoju. :)))

Cholito (21:18)
2 komentarze

16 kwietnia 2004
"Don't Leave Home" ;)))

To tytuł nowej piosenki Dido. :D Nawiasem mówiąc, to właśnie jej słucham, jak nietrudno się domyślić. ;))) A tytuł ten pasuje do dzisiejszego dnia. Może nie do końca, bo ja właściwie opuszczam dom. Jadę razem z siostrami i rodzicami na wieś na weekend, ale w końcu jakby na to nie patrzeć tam też jest domek - nasz drugi dom. :)))

Dziś jest ostatnia wywiadówka po południu, dlatego tatuś (z powodu wyjazdu) po naszych lekcjach (ostatnia była właśnie matma z wychowawczynią) przyjechał, aby wziąć kartki. Właściwie to nie musiał, jak powiedziała nam wczoraj wychowawczyni, ale przynajmniej i od razu nas odwiózł do domu, a nie musiałyśmy czekać na przystanku i grzać się w autobusie. :P Zresztą fajnie się stało i czekało na tatę... :)))

A na wf-ie, który mieliśmy z praktykantem, biegałyśmy. W sumie to nie lubię biegać, a przynajmniej nie na ocenę - w końcu to takie stresujące, hehe! :P Mówiąc poważniej, to tak na wytrzymałość czy po prostu jak się sama gdzieś śpieszę, to mogę biec. ;))) Ale na szczęście to nie było na długi dystans, tylko 60. I nawet chyba dobrze poszło - wprawdzie nie pamiętam jakie miałam zwykle wyniki (na pewno nie najlepsze), ale z tego jestem zadowolona. Czas miałam dokładnie taki jak siostra 10,69 - w końcu bliźniaczki! :D

Cholito (14:14)
2 komentarze

15 kwietnia 2004
Ściąganie i wiedza...

Fajnie, że ten tydzień taki krótki, oczywiście jeśli chodzi o szkołę. :P Chyba każdy po świętach żyje weekendem, który nadchodzi. W końcu taki urok wolnego, że człowiek się rozlieniwia i wyczekuje znowu dni odpoczynku, szczególnie gdy pogoda za oknem dopisuje. ;)))

Dziś pisaliśmy kartkówkę z niemca, która nie do końca była taka, jak zapowiadała prof. (ale czegóż lepszego po niej można się spodziewać? :P) - coś napisałam, więc nie jest źle. Nie było dziś chemii, co wszystkich bardzo ucieszyło, bo czwartek jest dniem zwykle zawalonym przez naukę z jakiegoś przedmiotu, więc przynajmniej jeden "strup" odpadł. :P W zastępstwo mieliśmy mieć historię zamiast jutrzejszej o 7.10, ale prof. się nie pojawił - gdzieś sobie poszedł, więc siedzieliśmy. A jutro przyjdziemy sobie godzinę później wg tego, co napisali w zastępstwach. Ale się wyśpię! :D Z polaka dostałam z wypracowania -5, co mnie mile zaskoczyło. :))) Jednak można u niej mieć taką ocenę - tzn. wiedziałam, że można tylko jak na razie za każdym razem dostawałam 4, choć prawie żadnych błędów nie miałam. W ogóle to dobre były oceny, nie licząc 1 za ściąganie - w ogóle ona raczej korzystnie (dla nas :D) ocenia.

No właśnie... Po co ludzie ściągają? Ja rozumiem, że wszystkiego nie zawsze człowiek jest w stanie się nauczyć (zależy jak wielki materiał), nie każdy ma zdolności i interesuje się danym przedmiotem. Niektórzy to żadnym się nie interesują. :P Więc mieliby w ogóle nic nie wiedzieć? Trochę wstyd... ;))) Wiem też, że wiele niepotrzebnych rzeczy się uczymy! Na co to komu? Nie wiem... Bo przecież jeśli ktoś chce iść w danym kierunku, to niech dokładnie poznaje, np. 'wnętrzności' jakichś zwierząt. Opieram się akurat na bioli, bo mamy prof., która uczy zwykle klasy o profilu biol-chem, a my nim nie jesteśmy. Podobnie jednak jest z np. chemią i prawie wszystkimi przedmiotami - chyba do wyjątków mogłabym zaliczyć j.polski, który jest naszym językiem narodowym, więc wypadałoby umieć się nim dobrze posługiwać. A teraz tak wiele ludzi robi takie błędy (zwłaszcza w pisowni), że strach czytać... Matmę też powinno się umieć, bo jednak w życiu codziennym też się przydaje. Ale w obydwu tych przypadkach, jak i pozostałych, są rzeczy, które nie mają zastosowania większego, jeśli nie idziemy w tym kierunku (wiedza taka może się przydać np. w teleturniejach, hehe :D). Zresztą wszystkiego człowiek nie spamięta i wcześniej czy później zapomni. Ja np. szybko zapominam o wielu rzeczach, których się uczę, tym bardziej gdy są to przedmioty, za którymi nie przepadam i żadnej przyszłości z nimi nie wiążę. :P Mimo to przez uczenie się człowiek ćwiczy sobie pamięć. W końcu co by było, gdyby ludzie już nawet nie potrafili zapamiętać swego imienia czy adresu zamieszkania? ;)))

A co do ściągania, to... Ja raczej nie ściągam i nie umiem ściągać. Na pewno nie umiałabym korzystać ze ściąg, a to nie dlatego, że są małymi czcionkami zwykle napisane, bo to bym na pewno odczytała - z moim wzrokiem nie tak źle. :D Ale za dużo byłoby z tym problemów (przynajmniej w moim wydaniu :P), gdybym miała tak ciągle kombinować i pilnować, żeby nauczyciel nie zobaczył, nie zorientował się. Wolę się nauczyć. :))) Zresztą nie z wszystkiego można zrobić ściągi. Co innego skorzystać z czyjejś podpowiedzi, bo to już łatwiej ukradkiem zapytać i uzyskać odpowiedź od kogoś. Przepisywać z zeszytu czy innych 'pomocy naukowych', to chyba mogłabym na takich przedmiotach, co nauczyciele ślepi albo sami nie zwracają na to uwagi. :P Trzeba po prostu umieć ściągać! Nie, żebym to pochwalała, bo czasami przez to słabsi uczniowie mają lepsze oceny, a ci, co się normalnie uczą i starają - gorsze. U mnie tata czy wujek pozwalają uczniom ściągać, ale tak, aby nie zostali złapani. ;)))

Kwestia tego, czy ściąganie to dobra rzecz czy zła, jest rozległa... Myślę jednak, że poza kombinowaniem potrzebna jest też po prostu, a może przede wszystkim: WIEDZA. :)))

Cholito (20:50)
2 komentarze

14 kwietnia 2004
Stereotypy :P

Kiedy stałam sobie na przystanku, czekając z siostrą na "30" do szkoły, to widziałam nauczyciela historii z gimnazjum. :D Szkoda, że później nie wyszłyśmy, bo trafiłybyśmy na niego, tylko że wtedy trzeba byłoby już biec na autobus. :P A z kolei gdy czekałyśmy na autobus do domu, to akurat szedł kolega siostry z gg - tym razem jednak od razu poznała i wiedziała kto to. ;)))

W szkole nie było źle, jak też się spodziewałam, bo w środę zwykle nic takiego nie czeka. Nie pytali, skończyliśmy 3 godziny wcześniej, bo wychowawczyni miała jakieś szkolenie, więc za jednym zamachem 3 lekcje odpadły - w sumie mieliśmy 4. ;))) Na angielskim wprawdzie pisaliśmy na ocenę artykuł, ale praca była w grupach, a to już zawsze lepiej.

Tematem tego artykułu były stereotypy Polaków, to jak jesteśmy postrzegani. Tu posypały się te, które chyba każdy zna, a z których nie wszystkimi można się poszczycić, niestety... Ale to tylko stereotyp, czyli nie zawsze prawda. ;))) Choć niektórzy starają się, aby za wszelką cenę była. Najbardziej przykro jest, gdy słucham wg mnie głupich wypowiedzi, że jesteśmy zbyt religijni, co zdaniem kilku kolegów jest złą stroną - od razu widać kto do kościoła chodzi i jest wierzący... Tak samo, gdy mówią, że musieli iść do kościoła w czasie świąt, jakby to było takie straszne - widocznie dla nich jest. Kiedyś podobnie mówili, że w Rzeszowie jest za dużo kościołów i to im przeszkadza. A picie alkoholu to normalne dla większości, to zaliczyliby do samych pozytywnych rzeczy i w ogóle... Nawet kiedy mówią, że picie jest złe, w formie żartu, brzmi to śmiesznie, a zarazem żałośnie, bo ten, kto to mówi, sam oczywiście pije. Co za ludzie teraz żyją na tym świecie...?

Cholito (15:46)
2 komentarze

13 kwietnia 2004
Święta były...

Jest szaro, tak trochę, choć na zewnątrz nie. Nie padało dziś, słonko było przez pewien czas, a tak to chmury. Tyle że zimniej jest, o czym przekonałam się, będąc razem z siostrą na spacerku z psem, kiedy czekałyśmy przy okazji aż tatuś skończy malować garaż. Właściwie to zamalowywać różne napisy graffiti, bo przyszło pismo, że musi być zamalowane itd. Tak, zamaluje się, a potem znowu to samo...

Siedzę sobie i jem placek Piotrka - tak się nazywa. ;))) Jakiś energetyzujący, dobry dla sportowców. Ja w sumie nim nie jestem, ale nie przeszkadza to w zjedzeniu go. :P

Tak w ogóle to wszystkiego się odechciewa. Szczególnie na myśl o szkole, więc na razie nie chcę o tym przypominać sobie, choć ciągle pamiętam. Nie chce mi się uczyć, ani nic z tych rzeczy. Pewnie znowu 'oleję' naukę, bo co mi pozostaje? W końcu Święta były...!

Cholito (19:25)
Skomentuj :)

12 kwietnia 2004
Śmigus-Dyngus! :P

Jak zwykle nie zostałam dziś oblana. :P Hehe To się nazywa "tradycja"... ;))) Do kościoła poszłam z siostrą na 12.00 i znowu był chrzest tej samej ilości dzieci, tylko tym razem chyba więcej było dziewczyn niż wczoraj. :))) W ogóle po raz pierwszy w tym roku straż miejska stała przy kościele i się tam kręciła, bo wiadomo, że najczęściej idących bądź wracających oblewają. Jednak Msza skończyła się troszkę przed 13.00, więc chyba jeszcze straż miejska nie zdążyła dojść na tę porę (przynajmniej nikogo nie widziałam) i niektórzy (może właściwie niektóre) zmokli. :P

Zaraz po kościele pojechaliśmy na cmenatrz. Po drodze jakiś gość nam się wepchał (tj. wjechał) na pas, nie patrząc w ogóle czy ktoś nadjeżdża. Jak ja nie lubię takich sytuacji... Ten kierowca chyba tylko patrzy się przed siebie na ulicę, nie zwracając uwagi, co się wkoło dzieje. Jak ma zamiar tak jeździć, to życzę mu powodzenia!

Już wiem, dlaczego ja nie będę robić prawa jazdy - za dużo nerwów by mnie taka jazda kosztowała. A poza tym chyba się nie nadaję, nie wydaje mi się, żebym miała wyczucie w prowadzeniu samochodu. Dlatego podziwiam tych, którzy potrafią jeździć (bezpiecznie), czyli np. mojego tatę. Moja mama też ma niby prawo jazdy, ale nie jeździ. Właściwie to trzeba też mieć jakieś predyspozycje do tego, bo nie wszyscy w sumie nadają się do prowadzenia. Z niektórymi strach wsiadać do samochodu. :P W ogóle to im człowiek starszy, tym bardziej zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, np. wypadki drogowe, tak że czasami mimo wszystko boję się troszkę, kiedy jadę. Szczególnie nie lubię pisku opon... i nagłego hamowania... I wpadanie w poślizg też nie jest miłe, nie wspominając że niebezpieczne...

Cholito (21:55)
Skomentuj :)

11 kwietnia 2004
Wielkanoc :)))

Miałam z siostrą iść do kościoła na 10.00, ale śniadanie było trochę za późno, aby zjeść i zdążyć, więc poszłyśmy jak zwykle na 12.00. Obstawiałyśmy jaki ksiądz będzie mieć Mszę (hehe :P), a tu niespodzianka: prowadził proboszcz (właściwie prałat :D), którego w sumie nie brałyśmy pod uwagę. ;))) Poza tym był chrzest 6 dzieci. Przed wyjściem do kościoła trzeba było przygotować już kilka rzeczy, bo po powrocie wiele czasu nie było.

W tym roku, podobnie jak w poprzednim, Święta Wielkanocne były u nas, połączone z imieninami brata. Goście przychodzili o 14.00 - w sumie nikt nie przyszedł punktualnie i się wyrobiliśmy. :))) Ale jak zawsze przed jakąś 'imprezą' rozpoczyna się panika, że już zaraz przyjdą, choć jest nawet godzina przed umówioną porą. :P Ciocia przyniosła zdjęcia z wesela kuzyna, robione przez rodzinę z Gorlic - wzięła je od nich podczas ostatniej tam wizyty. W sumie są one sprzed ponad półtora roku... Poza tym oglądaliśmy jeszcze zdjęcia drugiego kuzyna, który studiuje we Wrocławiu i m.in.jego dziewczyny. Oczywiście jak zwykle w czasie spotkań rodzinnych przewijały się tematy szkolne itp. - czemu się dziwić, skoro prawie cała rodzina nauczycieli, hehe! :P Ale tak źle nie było znowu, żeby tylko o tym rozmawiali. ;)))

Ja lubię święta, ale niestety zauważam czy słyszę, że coraz mniej ludzi je lubi (szczególnie chyba przeważają w tym zdaniu chłopaki). Uważa je za sztuczne, bo ludzie, którzy normalnie nie chodzą do kościoła, nagle przychodzą w tym dniu. To prawda, jak również i to, że czasami jest to tylko dla pokazu, ze wzg. na to, co pomyślą czy powiedzą np. sąsiedzi lub tak wypada. Jednak jest to ich właściwie sprawa, oni będą z tego 'rozliczani'. Oczywiście nie powinni tak robić, ale muszą to zrozumieć sami i zmienić swoje postępowanie. Z drugiej strony każdy ma szansę na nawrócenie się, poprawę swojej postawy, a Wielkanoc jest 1 z dobrych do tego okazji. Czemu więc nie pozwalać ludziom z niej korzystać? Zresztą inni nie mogą o tym decydować - Bóg daje każdemu szansę na poprawę. Zatem może lepiej, że ludzie przychodzą niż gdyby w ogóle nie mieli przychodzić i nie próbować zmienić swego życia, gdyby całkowicie odwrócili się od Boga...

 

 

Chrystus zmartwychwstał!

Alleluja!

 

Cholito (22:15)
4 komentarze

10 kwietnia 2004
Święcenie i porządki :P

Do kościoła święcić poszliśmy jak zwykle o tej samej (mniej więcej) porze, czyli przed zakończeniem pory przeznaczonej w tym celu. Jakoś tak się zawsze 'wygrzebujemy'. :P Teraz w parafii mamy tylko 4 księży, więc i 4 godziny przeznaczyli na święcenie pokarmu. Był ten sam ksiądz, co w ubiegłym roku - widocznie grafik im się nie zmienia. ;))) Rano jeszcze malowałyśmy pisanki. Miałyśmy zamiar podzielić się jajkami w miarę równo, czyli 7:3, więc 1 zostawało dla kogoś. Ja pomalowałam, a właściwie pokorektorowałam 2 jajka (korektorem, żeby było widać cokolwiek na ciemnej skorupce), z czego drugie to mi nie wyszło za bardzo - mogłoby straszyć raczej, hehe! :P W sumie wyszło na to, że ja z Anią pomalowałyśmy po 3, a Ula 1, bo coś wolno jej szło, a tu trzeba było wychodzić. I to jajko, które na samym końcu przed wyjściem wymalowałam, najbardziej podoba się mamie. :)))

Potem były głównie już porządki. Tata oczywiście też miał co sprzątać i potem doszedł do wniosku, że aby wszysko się pomieściło, musi nas wydać za mąż, to będzie miejsce. :P Hehe Chyba powinnam zacząć szukać męża... ;))) Tylko gdzie go znaleźć? Najlepiej żeby miał jeszcze dom, jacht... i w ogóle... Żartuję oczywiście! :D Żeby w ogóle ktoś się znalazł, to będzie dobrze... (a może nie? :P)

I na koniec hasło tatusia na temat porządków (po tym jak zobaczył, że ja siedzę, a Ania układa zabawki na półce - bo ja byłam od "brudnej" roboty, czyli ścierania kurzu, a że już starłam, to siedziałam sobie):

"Jedni robią jak się patrzy  Inni patrzą jak się robi" ;)))

Cholito (22:50)
1 komentarz

09 kwietnia 2004
Przygotowania do świąt ;)))

Święta coraz bliżej, więc trwają przygotowania, choć w pokoju u mnie tego do końca nie widać. Tzn. widać już mazurka, który akurat u nas stoi i 2 barany, które dziś z siostrą 'malowałyśmy' na biało, tj. pokrywałyśmy je masą z mazurka. ;))) Tak w ogóle to trzeba jeszcze posrzątać - najgorsze jest to, że wszystkie rzeczy w szafce się nie mieszczą i trzeba je upychać, gdzie się da. :P Jajka mamy już zabarwione (wyjątkowo dziś to zrobiłyśmy, bo zwykle zabieramy się za nie w sobotę), więc tylko jeszcze wzorki musimy porobić. :D Poza tym wieczorem chodzę do kościoła, bo trwa Triduum Paschalne, więc to oczywiste. :)))

Cholito (22:46)
Skomentuj :)

08 kwietnia 2004
Ja i zmiany...

Jest wolne, więc nic się nie dzieje specjalnego, jak zwykle zresztą. :P Blog wygląda trochę inaczej po małej metamorfozie, bo tak sobie pomyślałam, żeby przed świętami zmienić wygląd. Może komuś bardziej się spodoba... ;))) W końcu od czasu do czasu coś trzeba zmienić... niekoniecznie tylko blog. :P

Ja i zmiany... Chyba niezbyt trafne połączenie. ;))) Tzn. chcę zmienić parę rzeczy - może przede wszystkim powinnam zacząć od siebie, ale ogólnie u mnie chyba nie ma dużo zmian w życiu. Przynajmniej nie takich wielkich, widocznych, bo tak w ogóle to zawsze coś się zmienia, a właściwie wszystko w jakimś, nawet minimalnym, stopniu. Oczywiście każdy by chciał samych dobrych zmian, tylko u mnie odnośnie paru kwestii, które mogłyby się zmienić (a może powinny?), wcale nie wiem w 100% czy tak będzie lepiej. Tym trudniej stwierdzić to, im chyba dłużej czasu upływa, bo jestem już przyzwyczajona do tego, jak jest. A chyba im więcej tak tkwię w tym samym i nic się nie zmienia, tym bardziej dochodzę do wniosku, że tak po prostu już jest... Może nie musi być, ale jest. Wiem, że ja niby mogę coś zmienić, ale nie wszystko zależy ode mnie przecież. A życie nie zawsze daje możliwości czy sytuacje sprzyjające. Nie chcę szukać ich na siłę, czegoś wymuszać - ja po prostu tak nie umiem. I co z tego, że postanowię coś zrobić, kiedy akurat wtedy wszystko jakoś inaczej się ułoży i nie będzie okazji tego, co chciałam, zmienić. Poza tym muszę zmienić trochę swój sposób myślenia, szczególnie chyba o sobie. Tylko w tym problem, że to jest już tak głęboko zakorzenione we mnie, że samo przychodzi do głowy i ciśnie się na usta, kiedy coś dotyczy mojej osoby. Po prostu gotowe odpowiedzi, nie zawsze mądre, jasne czy sprecyzowane.

Czasem może lepiej jak się nic nie zmienia. Przynajmniej nie muszę się dostosowywać do czegoś nowego, nie mam problemu co zrobić w danej sytuacji. Choć czasami myślę sobie, jak inaczej mogłoby być, wyglądać życie, to może i dobrze, że jest jak jest, bo w innym wypadku może nie umiałabym żyć. A tak to jest to moje życie, które znam doskonale. Zdaję sobie sprawę z tego, jak ono wygląda, jakie ma plusy i minusy.

Cholito (22:30)
4 komentarze
To śmieszne...

To śmieszne, jak prostym jest dla ludzi wyrzucić Boga, a potem dziwić się, dlaczego świat zmierza do piekła.

To śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach, a poddajemy w wątpliwość to, co mówi Biblia.

To śmieszne, jak bardzo każdy chce iść do Nieba, pod warunkiem, że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić, ani też czynić czegokolwiek, o czym mówi Biblia.

To śmieszne, jak ktoś może powiedzieć "Wierzę w Boga" i nadal iść za szatanem, który, tak a'propos również 'wierzy' w Boga.

To śmieszne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy być osądzeni.

To śmieszne, jak możesz wysyłać tysiące 'dowcipów' przez e-mail, które rozprzestrzeniają się jak nieokiełzany ogień, ale kiedy zaczynasz przesłania dotyczące Pana, zastanawiasz się, czy podzielić się nimi, bo nie wiesz, w co inni wierzą lub co pomyślą o tobie, kiedy to im wyślesz.

To śmieszne, jak bardzo możesz być przejęty tym, co inni ludzie pomyślą o tobie, zamiast tym, co Bóg pomyśli o tobie.

To śmieszne, jak wiadomości sprośne, bezwstydne, pikantne i wulgarne swobodnie przenoszą się w cyber-przestrzeni, lecz publiczna dyskusja o Bogu w szkole i w miejscu pracy jest tłumiona.

To śmieszne, jak ktoś może być zapalony dla Chrystusa w niedzielę, a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem.


Śmiejesz się...?

Cholito (12:00)
2 komentarze

07 kwietnia 2004
Tymczasowy koniec szkoły :)))

Nareszcie koniec szkoły! :D Wprawdzie tymczasowy, ale zawsze to coś. ;))) Zresztą całkowitego końca szkoły to jeszcze nie chcę - aż tak mi się nie spieszy. I tak z jednej strony za szybko ten czas płynie (a my się starzejemy :P), a z drugiej strony czasami zbyt wolno i tak się wlecze... Ogólnie jednak chyba i tak teraz jakoś prędko mijają kolejne okresy, pory roku itp. Przecież kiedy by się tak zastanowić, to na dobrą sprawę niedawno było Boże Narodzenie i ferie, wcześniej jesień, czyli powrót do szkoły. A teraz robi się ciepło, więc z kolei przypomina się lato i koniec poprzedniej klasy. Niedługo też skończy się i kolejny rok szkolny, i tak w kółko. Rok jakiś krótszy się zrobił... ;))) Nie wiadomo czy się cieszyć czy nie, bo przecież życie ucieka...

W każdym razie mamy wolne i czeka nas odpoczynek! :))) Przynajmniej ja się na to nastawiam, bo dość nauki. :P Nawet w szkole siedzieć się dziś nie chciało, pomimo że nic strasznego nie było, no może nie licząc niemca... A w sumie nic się nie chciało robić... Choć początek dnia fajnie wyglądał... ;))) (tzn. nie lekcje :P) Ogólnie jednak humor był taki jak pogoda, a ona rano jeszcze dobra, bo nawet słonko było, potem się pogorszyła. Rozpadało się i miałyśmy tę przyjemność wracać w deszczu, bo parasolu oczywiście nie brałyśmy. :D Ale to nie z tego powodu taki nastrój... Bo aż tak się nie przejmuję faktem, że może wyglądałyśmy jak zmokłe kury. :P

Święta coraz bliżej... Trochę tego nie czuć z jednej strony. Pogoda mogłaby się poprawić. ;))) I niby dni wolne, ale przecież każdy przygotowywuje się do Wielkanocy.

Hmm... I w sumie nie wiem co dalej jak na razie...

Przyszedł ojciec Marek!!! :D

Cholito (21:00)
Skomentuj :)

06 kwietnia 2004
"Gimbusy" :P oraz pierwsza i ostatnia lekcja...

Dzień z jednej strony niczym specjalnie się nie wyróżniający. W szkole nic aż tak specjalnego. Mamy teraz dni otwarte w liceum, więc w międzyczasie przychodzą (a może powinno być przyjeżdżają?) "gimbusy", jak to u nas określają gimnazjalistów odwiedzających szkołę, hehe! :P Fajną zresztą mamy rozwieszoną, że to tak nazwę, gazetkę mówiącą o zaletach naszej szkoły, że np. możesz wypić herbatę, a na zdjęciu wiadro z wodą stojące na korytarzu i podgrzewane grzałką. To wiadro często właśnie stało na przerwie, kiedy my mieliśmy polski z dawną polonistką (która nie była szczupła) i śmialiśmy się, że sobie właśnie robiła herbatę. ;))) Właściwie to najlepiej, żeby przyszło jak najmniej osób z mojego osiedla do naszej szkoły, bo wcale ich nie chcę oglądać. :P W sumie teraz nie ma ich tak wiele u nas (na szczęście! :D) i na pewno w niektórych szkołach można byłoby trafić na znacznie więcej osób znajomych (choćby z widzenia). Przychodzą "gimbusy", a to oznacza, że czwartoklasiści będą odchodzić i to całkiem niedługo... :(

Dziś mieliśmy pierwszą i zarazem niestety ostatnią lekcję z diakonem Pawłem, z którym kiedyś mieliśmy mieć lekcję, ale on nie wiedział, że lekcja jest przesunięta na wcześniej zgodnie ze zmianami, których nie było jednak naniesionych i klasa wówczas zmyła się, bo większości spieszno było do domu. Dziś oczywiście też chcieli się zwalniać i kilka osób poszło, a przy sprawdzaniu obecności mówiono, że oprowadzają "gimbusy", co było nieprawdą, bo tylko 3 osoby tak naprawdę to robiły. I diakon nawet nas kojarzył, tzn. coś mu świtało, że nas już chyba widział (odnosiłyśmy wtedy klucz od sali, bo trzeba było ją zamknąć). W ogóle ten diakon jest bardzo fajny! :D A 29 maja ma święcenia i będzie już księdzem. :))) Szkoda, że nie będzie mieć więcej z nami lekcji... :(

I dowiedziałam się z tej lekcji o czymś nowym, czego w sumie nie wiedziałam. Wprawdzie humor troszkę się przez to popsuł, gdy zostałam w czymś uświadomiona, ale z drugiej strony powinnam się cieszyć, bo przynajmniej teraz już wiem i nie popełnię tego błędu. Tylko mam jeszcze dylemat, co się dzieje w przypadku, gdy... Ale na to pytanie muszę znaleźć odpowiedź u kogoś, kto będzie mi w stanie odpowiedzieć. Dobrze byłoby, gdyby ten ktoś się pojawił...

Cholito (21:05)
Skomentuj :)

05 kwietnia 2004
Świętość

Każdy jest powołany do świętości. Od momentu otrzymania chrztu, człowiek ma do spełnienia zadanie: być świętym. To zadanie wypełnia przez całe życie. Ten czas krótki, jakim jest nasza egzystencja, powinien wykorzystać jak najlepiej i starać się tak żyć, by potem wejść do Nieba. Nieważne czy jest to ktoś bardzo zdolny, o wielu talentach czy przeciętny, a nawet bez jakichś specjalnych zdolności - wszyscy mogą być święci. Bóg wskazuje człowiekowi drogę, którą ma podążać, aby dostać się do Królestwa.

Ludzie nie chcą być święci, bo uważają, że nie potrafią i będą przez to oddzieleni od świata. Prawda, że bycie świętym nie jest łatwe, trzeba ciągle starać się naśladować Chrystusa. Przez takie postępowanie osoby często zostają odrzucone przez drugich, są nierozumiane i pozostają samotne. Poza tym ludzie pamiętają zwykle tylko pewne fragmenty z życia świętych, w których ukazane są ich zalety, działalność. Zapominają, że oni mieli również wady, błądzili niejednokrotnie zanim zostali świętymi, byli takimi samymi ludźmi jak my. Bóg nie stworzył ich od razu świętymi. 

Mówi się: "bądź sobą", co właściwie znaczy: "bądź taki jak reszta, (czyli) zwykły, szary, nijaki...". Jezus też mówi: "bądź sobą", ale ma na myśli: "bądź święty".

 

"Bądźcie święci, jak ja jestem święty"

Cholito (22:10)
Skomentuj :)
W W W ;)))

Niedawno rozpadało się i mokre już ulice, i wszystko dookoła. A ja będe musiała nocą iść z psem. :P W ogóle przez cały dzień wiele słonka nie było, ale się pojawiało. Poza tym było ciepło, więc nawet pomimo chmur było przyjemnie - człowiek się nie prażył. ;)))

W kościele ostatni dzień rekolekcji i spowiedź oczywiście.

W szkole miałam szczęśliwy numerek, który właściwie się nie przydał, ale bywa... :P

W końcu udało mi się 'ruszyć'... Minęły już prawie 2 miesiące, więc chyba czas najwyższy? I przynajmniej coś już wiem. :)))

A na dodatek przyszedł ojciec Marek! :D

Więc czegóż chcieć więcej? No może coś by się jeszcze znalazło... ;)))

Cholito (21:05)
Skomentuj :)

04 kwietnia 2004
Grzech i nawrócenie

Do kościoła jak zwykle poszłam na 12.00, a kazanie oczywiście miał ks.Mirosław. ;))) Mówił o grzechu, który niszczy więź między Bogiem i człowiekiem, oddala go od Niego. Bóg dał człowiekowi wolę i on sam może decydować o sobie czy życiu. Człowiek, który wybiera samotność i ciemność, nie powinien skarżyć się na mrok. A dlaczego właśnie dziwi się, kiedy dzieje się źle? Przecież przyczyną wszelkiego zła jest grzech, którego sam się dopuszcza. To on jest prawdziwym winowajcą, a nie Bóg, którego niektórzy ludzie obwiniają za niesprawiedliwości na świecie. Gdyby stosowali się do zasad, przykazań, byłoby przecież inaczej. Wiadomo jednak, że człowiek jest istotą słabą, ale może się starać być jak najlepszym. Kiedy zgrzeszy, to jeszcze nie koniec, bo Bóg daje mu szansę nawrócenia i pojednania. On czeka na skruszonych grzeszników i raduje się z każdego nawróconego. Ludzie jednak nawrócenie najczęściej kojarzą z ateistami itp., uważając, że ich to nie dotyczy, skoro są chrześcijanami. I zwykle kierują się ku Bogu, gdy ich lub czyjeś życie jest zagrożone, gdy możliwa jest jakaś katastrofa itd. "Jak trwoga, to do Boga" A kiedy minie jakieś niebezpieczeństwo, wracają do swego codziennego życia, często nie zmieniając swego postępowania, czyniąc nadal to samo zło. Nawrócenie powinno polegać na bezustannej wewnętrznej walce i zmianie, w wyniku której narodzi się nowy człowiek o nowym sposobie myślenia, nowym systemie wartości niż miał dotychczas. To nie bycie dobrym tylko przez kilka dni czy tygodni, bo np. są święta. Trzeba ciągle się starać, aby żyć godnie i naśladować Jezusa. Jeśli Bóg nam wybacza, my też powinniśmy czynić podobnie innym.

Ks. Mirosław opowiedział jeszcze o spotkaniu z księdzem z jego rodzinnej parafii, który miał się przeprowadzać. On sam był wtedy klerykiem. I ten ksiądz z powodu tej przeprowadzki był smutny, a zarazem wesoły. Smutny, bo nie przyszedł się z nim pożegnać żadny z parafianinów, którym pomagał, z którymi współpracował. A przecież choćby z grzeczności mogli (czy nawet powinni) to uczynić. Oni zaś zapomnieli o nim. Ksiądz ten był równocześnie wesoły, bo przyszli ci, których się nie spodziewał. Jezus w chwili śmierci także został opuszczony przez wielu: przez apostołów, na których liczył, przez lud, który błogosławił, nauczał i wspierał. Oni wszyscy odwrócili się od Niego. Tak to jest właśnie w życiu, że pomimo wielkiej ilości znajomych, kolegów, czy może przyjaciół, kiedy dzieje się źle, okazuje się, że ich wcale nie ma przy nas. Wówczas można poznać całą prawdę o drugim człowieku, o tym jaki jest...

 

Cholito (21:45)
2 komentarze

03 kwietnia 2004
"Zaległości komunikacyjne"

Takie właśnie zaległości mamy z ojcem Markiem, którego ostatnio nie było dość długo, bo był na wyjeździe. Dziś wieczorem wrócił i właśnie przed chwilą odezwał się do nas, dosłownie na 2 minuty wpadł. Tylko po to, by powiedzieć, że jest już. Jak miło! :))) Poszedł odsypiać swoje zaległości. A z czasem będziemy nadrabiać te "zaległości komunikacyjne", jak je ojciec nazwał. ;))) Kilka słów z jego strony, ale jakże miłych i przede wszystkim szczerych! :)))

Cholito (23:16)
Skomentuj :)
Duch porządków ;))) i...

Szkoda, że Mszę zrobili dziś o 8.00, bo biorąc pod uwagę, że dziś jest sobota, ja chciałam się wyspać. W tym dniu jest to możliwe, bo w ciągu tygodnia ilość godzin mojego snu nie jest raczej taka, jak powinna być. :P Ale tak to jest, gdy się do szkoły chodzi... I tak to jest w moim przypadku... ;)))

Pogoda troszkę na zmyłkę, a dokładniej słonko, bo pomimo jego obecności, jest zimny wiatr niezbyt zachęcający na dłuuugie spacerowanie. Jednak z psem i tak trzeba wyjść bez względu na pogodę. Byłyśmy przy okazji na poczcie powrzucać kartki, bo u nas oczywiście nieczynna w sobotę, a na dodatek skrzynkę zdjęli, bo ocieplają. Zatem był mały spacerek. ;))) Potem poczułam ducha porządków i zajęłam się sprzątaniem szafki z butami (w końcu kiedyś trzeba! :P) Nie mam ich znowu tak dużo, tylko szafka jest mała jak na 3 osoby (wspólna z siostrami). I trzeba było zresztą przeglądnąć jej zawartość, bo znalazły się oczywiście buty, które były nie do chodzenia czy inne śmiecie. :P Zrobiło się więc miejsce i nowe buty się zmieściły, a nie trzeba było ich już trzymać w pokoju - tam trochę przeszkadzały. ;))) Hehe! Teraz to trzeba będzie jeszcze wyrzucić te śmiecie, żeby 2 worki nie leżały na niedzielę, bo to też żadna ozdoba. :P

Wczoraj tatuś był nad Soliną, a potem jeszcze w Sullistrowej. Poprzednim razem, gdy był, nie widział Kory (pies sąsiada, mama naszej Sabci) i myślał, że po prostu sąsiad w końcu jej się pozbył. Waidomo jak to na wsi... Zwłaszcza, że inni się skarżyli, że pies gryzie itp. Prawda, że jest zajedliwy na obcych, tylko pozostali sąsiedzi nie zauważyli, że ich dzieci drażnią psa, a potem się dziwią, że on kogoś próbuje złapać za nogę. Takie są dzieci... A do nas, choć jesteśmy tam tylko tymczasowo, jakoś się przywiązał, lubi nas, pilnuje nasz dom. Zawsze, kiedy przyjeżdżamy biegnie szybko na przywitanie. Tak było i tym razem, bo okazało się, że jednak Kora nadal jest i tylko wtedy gdzieś widocznie nie było jej w pobliżu, że się nie przywitała. ;)))

Poza tym dowiedziałam się, że starszego brata mojego kolegi z gimnazjum pobili dziś w nocy ok.23.00 na przystanku. Jakichś 3 chłopaków: 1 podszedł i zagadał, a dwaj z tyłu zaatakowali. I to bez żadnego powodu, tak chyba tylko dla zaczepki. Heh... Nie rozumiem tych ludzi i ich zachowania! Nie potrafię i nie chcę sobie tego wyobrażać! :(

Ostatnio właśnie zauważyłam, że takie małe dzieci (ledwo od ziemi odrosły) kręcą się po osiedlu i szukają zaczepki z chłopakami z innego osiedla. Łażą i prowokują, żeby tylko się bić. Oczywiście w grupie, bo z osobna to by nawet nie mieli odwagi. Niedawno jak wracałyśmy ze szkoły, to właśnie jakiś taki mały chłopczyk biegł za dziewczyną i ją kopał, a ona się z nim szamotała. A koledzy stojący w bezpiecznej odległości (zapewne gotowi do ucieczki w razie czego) zachęcali tego małego, aby dalej bił itp. Oni się nudzą czy co? Nie mają innych zajęć? Tylko takie 'rozrywki' znajdują? Co z nich wyrośnie?!

 

"Czy Ty nie czujesz nic

Gdy ktoś przelewa ludzką krew?"

 

K.Kowalska "Co może przynieść nowy dzień"

Cholito (22:22)
Skomentuj :)

02 kwietnia 2004
Znowu rekolekcje! :)))

Dziś rozpoczęły się w mojej parafii rekolekcje. Prowadzi je ks. Mirosław, który 6 lat temu pracował u nas. :))) Tak właśnie wydał mi się znajomy (również jego głos :P), kiedy wchodził w czasie Mszy, i podobny do ks. Lucjana. ;))) Mówił o poszukiwaniu sensu w życiu. Porównywał życie do drogi, której trzeba znać kierunek, skoro chcemy nią podążać oraz do domu, którego wykonanie zależy od planu i środków. Trzeba więc znaleźć najpierw cel w życiu, wiedzieć, co się chce, a potem to realizować. Natomiast na nauce dla młodzieży mówił o miłości, jej elementach, cechach itp. Czyli teoretycznie to, co wszyscy już powinni wiedzieć, a przynajmniej ci mądrzy. ;))) Bo oczywiście pozostają nadal i tacy, którzy traktują miłość jako grę itd., a sympatie jak zabawki. A nie można grać na czyichś uczuciach, bo nie znamy przecież drugiej osoby i nie wiemy, jaką ma psychikę, zaś odpowiedzialność za to, co się może stać, spada na nas i ciężko z tym żyć. Zatem lepiej jej powiedzieć lojalnie, że nam nie pasuje, już nie interesuje, nie chcemy z nią być niż ciągnąć i bawić się jej kosztem.

 

"Żyjąc, trzeba nadać życiu cel..."

Cholito (22:39)
2 komentarze
Jaka ja jestem głupia!!!

Nie potrafię tego pojąć... Jaka ja jestem głupia!!! I nikt mi nie powie, że jest inaczej, bo przecież dzisiejszego dnia udowodniłam to. Pisaliśmy test z polaka - swoją drogą prof. nie miała na tyle kartek skserowanych (xeroboy za mało skserował :P), więc 2 pary dziewczyn pisały 1 test (niesprawiedliwe). Test był z czytania ze zrozumieniem, więc ani nie trzeba było się przygotowywać, ani też nic specjalnie ciężkiego - w końcu wszystko powinno się wyczytać z tekstu. :P Wg prof. teksty były trudne, ale dla mnie nawet nie: było o poznawaniu świata rozumem i sercem itp., czyli taki już trochę 'przejedzony' temat. ;))) Tzn. były 2 grupy i tamta przy swoich pytaniach miała miejsce na odpowiedzi. My natomiast nie. I z tego powodu, żeby nie musieć ciągle przewracać kartki (co musiałabym robić, pisząc na odwrocie strony) postanowiłam, że napiszę na brudno, a potem przepiszę (w sumie to można było pisać na kartce osobnej, ale to mi też nie pasowało - teraz to już sama dokładnie nie wiem czemu). I to był największy mój błąd! Największy i najgłupszy, jaki mogłam popełnić... Przez to straciłam czas i nie odpowiedziałam prawie na połowę pytań. Porażka!!! Właściwie sama nie mogę w to uwierzyć... Przecież nigdy nie pisałam odpowiedzi na testach najpierw na brudno (nawet na wypracowaniach nie ma czasu na to, a od razu pisze się, co się wymyśli), tylko od razu wpisywałam, żeby zdążyć, ale tym razem nie było miejsca na udzielenie odpowiedzi, więc tak sobie wymyśliłam. Myślałam początkowo, że zdążę, tzn. jest wystarczająco czasu, później jednak wiedziałam, że nie napiszę wszystkiego. Jak o tym myślę, to... szkoda słów! Nie potrafię tego sama zrozumieć - dziecinnego, beznadziejnego błędu, a przecież nie pierwszy raz pisałam jakiś sprawdzian. Wolę już nawet o tym nie myśleć. Nie chcę znać oceny swojej za to, bo będzie kiepska i mam nadzieję, że polonistka nie zdąży tego poprawić przed wywiadówką (ostatnią w tym roku). Będę mieć uraz na następny raz i kolejny test...

Wczoraj były łzy ze śmiechu, a dziś... Trzeba było je ukryć, bo przecież jeszcze pozostałe lekcje czekały. Trochę więc o tym zapomniałam, bo nie miałam wyboru - zresztą nie chcę do tego wracać. Temu, kto by mnie wtedy spytał o test z polaka, to nie wiem, co bym zrobiła... Chyba nie odpowiedziałabym na jego pytanie. Potem czekała mnie jeszcze praca w grupach, czyli z siostrą, z fizy. W sumie wszystko napisałyśmy, ale czy dobrze, to się okaże. Było o jakimś spektografie masowym (pierwsze słyszę :P). A na koniec tego wszystkiego z matmy mnie zapytała. Zastanawiałam się czy nie zgłosić 'np' (ostatnie), ale nie zrobiłam tego i musiałam pisać. Właściwie po tym polskim, to już wszystko mi było obojętne - na dokładkę może być i matma. Ta odpowiedź pisemna poszła tak chyba jak zwykle, czyli nie na 5. Może gdybym się nauczyła albo chociaż powtórzyła przed lekcją (z czego zrezygnowałam), byłoby inaczej...

Cholito (14:33)
Skomentuj :)

01 kwietnia 2004
Prima Aprilis! ;)))

Jedynym negatywnym zjawiskiem dzisiejszego dnia był sprawdzian z chemii, i to nie dlatego, że w ogóle był, tylko przez to, jak wyglądał. Bo zamiast pisać od razu, prof. wymysliła sobie, że najpierw przeprowadzi lekcję ("5 minut"), a potem dopiero napiszemy. Jak nietrudno zgadnąć, skutkiem tego był brak czasu, co wpłynęło na naszą niekorzyść. Na dodatek okazało się, że jeszcze 1 zadanie nam dodała, o którym wcześniej nic nie wspominała, a które liczy się oddzielnie i będzie osobna ocena. A że ja nie zdążyłam go zrobić, to co ja mogę z tego dostać? Ogólnie jednak i tak się nie przejmuję tym na razie. Zwłaszcza, że późniejsza (i w ogóle pozostała) część dnia była lepsza. :)))

Począwszy od I lekcji, którą mieliśmy w całości, czyli niemca... Tu nie było może nic specjalnego (o Świętach Wielkanocnych mówiliśmy), ale przynajmniej nie pisaliśmy przez to kartkówki. :P Na angielskim mieliśmy lekcję z praktykantem (fajny oczywiście :D) i właściwie śmiać mi się jakoś chciało. ;))) Jednak najlepszą lekcją, na której można się było duuużo pośmiać okazał się j.pol. Prof. miała dziś nas pytać (we wtorek na naszą prośbę nie zrobiła tego), ale z okazji 1 kwietnia wpadła na ciekawy pomysł. Wyznaczyła kolegę do prowadzenia lekcji (omawiamy teraz "Kordiana"), a wybrała właśnie go, bo jest wygadany (w sensie pozytywnym). Zatem zasiadł przy biurku i korzystając z 'pomocy dydaktycznej', kończył z nami opracowywanie dalszych losów bohatera - jakoś szybko to nam poszło. :P Można było przy tym się nieźle pośmiać szczególnie, gdy dołączył do niego drugi kolega. Zaczęła się parodia zachowania nauczycieli (zwłaszcza prof. z niemca), więc mieliśmy niezły ubaw (aż do łez). :D Nawet notatkę mieliśmy, tzn. podyktowali nam z opracowania - po co się wysilać. :P Najlepiej było jak wychowawczyni przyszła w trakcie polaka i przyniosła dziennik. Trochę się zdziwiła, gdy zobaczyła kolegę przy biurku, hehe! ;))) Na koniec nawet kalambury były związane z lekturami. Ogólnie było pełno śmiechu i zabawy - szkoda, że częściej nie ma takich ciekawych lekcji! :D Chyba niektórzy mogliby zostać w przyszłości dobrymi nauczycielami, wzorując się na naszych prof. :P Na matmie też próbowała nas nastraszyć, że wszyscy dziś będą odpowiadać, ale oczywiście wszyscy uznali to za żart i w rzeczywistości oczywiście nie pytała. A na angliku wyszliśmy na 'pole' i mieliśmy lekcję na świeżym powietrzu. :)))

Z racji tego, że dziś 1 kwietnia nie zabrakło u nas żartów. Zwykle ten dzień wypada w czasie świąt lub soboty, niedziele, więc do tej pory nie było okazji do robienia kawałów innym w szkole. A dziś wyglądało to inaczej. Nawet koledze udało się nabrać prof. z niemca. Powiedział jej (w j.niem.), że śpiewa się kolędy na Wielkanoc, kiedy pytała o zwyczaje. :P Ze względu na dziesiejszy specyficzny dzień, kiedy przyszłyśmy powiedzieć II grupie, że mają fizę w innej sali, to myśleli, że to żart, hehe! ;))) W ogóle polski mieliśmy mieć w naszej sali, ale przyszła klasa IIe i powiedziała, że mamy mieć w innej. Trochę wydawało mi się, że to może być żart, ale skoro wszyscy poszli... I okazało się, że to był żart, ale nie wymierzony w nas. Oni mieli mieć wtedy religię w tamtej sali. Specjalnie się z nami zamienili - nie wiem, co powiedzieli naszej polonistce, ale może że ksiądz (a właściwie ojciec dominikanin) chce się zamienić salami. I potem przyszedł on do nas, czyli tam, gdzie miał mieć lekcję i szukał klasy. ;))) Z kolei u nas jeden kolega nabrał 2 chłopaków, że prof. z infy ich prosi, bo ich komp nie działa. I poszli w trakcie lekcji (polskiego), hehe! :D

Cholito (21:12)
hendszejkjormama : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2324252627281
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
303112345

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

rusztowaniafasadowe | muszka | nowa-droga-zycia | sandrelee | zawieszki | Mailing